poniedziałek, 25 czerwca 2018

Ostatni jednorożec


Taką miałam ochotę na fantasy, że zaczęłam szukać po różnych listach w internecie. Okazuje się, że większość z tych polecanych książek albo już znam albo to w ogóle nie jest fantasy, tylko szerzej pojęta fantastyka. A mi było trzeba magii, mieczy, elfów, smoków i jednorożców. Patrząc na te ostatnie, chyba nietrudno się domyślić, czemu wybrałam ten tytuł? Wyczytałam, że to klasyk fantasy, piękna powieść itp. Warto spróbować, prawda?


środa, 20 czerwca 2018

Poza sezonem


„Jaskiniowiec” tak mi się spodobał, że zaraz po nim zaczęłam drugą książkę autora, którą miałam w pakiecie. Okazało się, że chronologicznie to ona powinna być wcześniej, ale miałam nadzieję, że nie poznałam żadnych ważnych faktów z przyszłości. Od razu mogę wyjawić – spokojnie można czytać w tej kolejności, nie ma to dużego znaczenia. I podejrzewam, że za inne książki z serii też się kiedyś wezmę.

sobota, 2 czerwca 2018

Jaskiniowiec


Na fali ciekawości do germańskich kryminałów sięgnęłam po kolejny, jeszcze innego autora. Niestety w pakiecie były tylko dwie jego książki i to w dodatku gdzieś ze środka cyklu o policjancie Williamie Wistingu. Uznałam jednak, że książka ma ciekawą okładkę i w sumie nic nie tracę, jeśli ją przeczytam – spodoba mi się to fajnie, poczytam więcej; nie spodoba to nie sięgnę po drugą, którą mam. Tak pozytywnie nastawiona zasiadłam do lektury.


środa, 30 maja 2018

Czerwone złoto


Po tym jak spodobał mi się „Diabelski owoc” bez większego zastanowienia sięgnęłam po drugą i (mam nadzieję, że na razie) ostatnią książkę o Kiefferze. Miałam nadzieję na tak samo lekki styl, wciągającą fabułę i ciekawostki kulinarne. Nie zawiodłam się.


poniedziałek, 28 maja 2018

Diabelski owoc


Z braku lepszych pomysłów postanowiłam dać szansę kolejnemu germańskiemu kryminałowi. Tym razem wyczytałam, że to kryminał kryminalny, pierwsza z dwóch części cyklu o Xavierze Kiefferze. W sumie – kryminały lubię, jeść lubię – czemu nie?


piątek, 18 maja 2018

Białe kruki


Tak tęskniłam za tą fantastyką i tęskniłam i jakoś nic nie mogłam znaleźć, co by w pełni spełniło moje oczekiwania. Dlatego stwierdziłam, że może warto odpuścić i przerzucić się na inny gatunek literacki. Akurat wszedł pakiet z germańskimi kryminałami, więc kupiłam go i przyjrzałam się powieściom. Nie znałam żadnego autora (nie ma tam na przykład popularnego Harlana Cobena) ani tytułu. Ale uznałam, że kruki brzmią fajnie i mogą mieć wiele znaczeń, więc od nich zaczęłam.


wtorek, 15 maja 2018

Angevina


Po przeczytaniu „Herbaty z kwiatem paproci” przez pewien czas jakoś nie wiedziałam, za co się zabrać. Nic do mnie nie przemawiało i nie miałam na nic dłuższego ochoty. Dlatego na jednej ze stron z legalnymi, darmowymi ebookami ściągnęłam sobie kilka nowel. Kierowałam się nazwiskiem autora, gatunkiem (przy pliku było wszystko wypisane) i tytułem. Zdecydowałam się między innymi na „Angevinę” Anny Kańtoch, bo pamiętałam, że cykl o Domenicu Jordanie całkiem mi się podobał i liczyłam na coś w klimacie.
Trochę można powiedzieć, że trafiłam, bo całość była osadzona w klimacie kryminału fantasy. Młody pomocnik grabarza postanowił rozwiązać tajemnicę jednego z ciał, które do nich trafiło. Ślad poprowadził go do nowego mieszkańca miasteczka, tresera psów i jego córki Angeviny. Dziewczyna była piękna, a ojciec wydawał się bardzo zaborczy względem niej. Wszystko wydawało się jasne…
Wydaje mi się, że już kiedyś tę nowelkę czytałam. Albo to albo była bardzo podobna do czegoś innego, bo w sumie nic w fabule nie było dla mnie większym zaskoczeniem ani twistem. Czytało się to lekko i przyjemnie, ale ze względu na to wrażenie znajomości, bez żadnego dreszczyku emocji.