Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sf. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 lipca 2017

Limes inferior

Do tego zbierałam się od dawna – od czasu pewnych zajęć na studiach, kiedy prowadząca wspomniała o tej książce. Omawialiśmy wtedy „Paradyzję” Zajdla i byłam zaskoczona, że science-fiction tak mi się spodobało. Wspominaliśmy też inne dzieła tego pisarza, ale jakoś „Limes inferior” chyba najbardziej zapadło mi w pamięć. Tylko nie wiem, czemu kojarzyło mi się przede wszystkim z jakąś plażą i kupowaniem drogich rzeczy dziewczynie z niższej klasy społecznej… Po raz kolejny okazji dostarczył bookrage, a ostatecznie przekonał mnie tata, który lubi sf i Zajdla, więc zajdlowski pakiecik trzeba było nabyć. Tata czeka na lemowski :D


poniedziałek, 4 lipca 2016

Władcy świtu

Moja twórczość po ponad roku od zakończenia konkursu (ukłony dla dj jajka :D ) została doceniona. Napisałam humorystyczne opowiadanie science fiction (link). Za science uważam tam, jak zresztą ktoś zauważył w komentarzach, jednostkę chorobową i podanie, co w mózgu atakuje. Myślę, że wyszło nieźle, chociaż mogło być lepiej. Pewnie zawsze tak będę mówić, nawet jeśli dostałabym literacką nagrodę Nobla ;) W każdym razie udało mi się zaliczyć do grona zwycięzców i otrzymałam pięć książek z serii Horyzonty Zdarzeń. Postawiłam je na półkę, popatrzyłam na nie… Żadnego autora nie znałam (tylko ze słyszenia, ale nie czytałam nic), więc wzięłam po prostu pierwszą z brzegu. No i padło na „Władców świtu” Andrzeja Zimniaka.

poniedziałek, 30 maja 2016

Pierścień

Po przeczytaniu „Długiej Utopii” postanowiłam przeczytać coś autorstwa samego Stephena Baxtera. W końcu z tyłu książki jest napisane, że to bardzo popularny pisarz sf w Anglii. Ja nigdy wcześniej o nim nie słyszałam, ale też nie jestem wielką fanką science fiction. Wybrałam się do biblioteki po „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, więc żeby zatrzeć kiepskie wrażenie, poprosiłam też o coś Baxtera ;). Pani też Baxtera nie znała, ale znalazła go w katalogu i zaproponowała mi dwa tytuły. Uznałam, że „Pierścień” brzmi bardziej zachęcająco, więc zabrałam go do domu. Tam dopiero usiadłam sobie przy komputerze i sprawdziłam, że „Pierścień” jest ostatnią częścią (przynajmniej po polsku) cyklu o xeelee. Ale wcześniejszych części nie udało mi się znaleźć w bibliotekach – albo wypożyczone dawno temu i nie oddane, albo po prostu nie ma. Dlatego długo się zbierałam do tej książki, zastanawiając się, czy dam jej radę bez znajomości wcześniejszych części cyklu. Przeczytałam opowiadania z dwóch numerów „Nowej Fantastyki” i kiedy nie chciało mi się iść szukać starszych (nieprzeczytanych), wreszcie wzięłam się za książkę.