Od gimnazjum uwielbiam Johnny’ego Deppa i nie jest to żadna
tajemnica. Uwielbiam filmy z nim, zwłaszcza te reżyserowane przez Tima Burtona.
Dodajmy do tego muzykę Danny’ego Elfmana i mamy niemalże film idealny. No i
jednym z takich świetnych dla mnie filmów jest „Jeździec bez głowy”. Sama już
nie wiem, ile razy go widziałam. Któryś raz oglądałyśmy go z koleżankami tylko
po to, żeby policzyć, ile razy Ichabod mdleje. No i po pewnym czasie doszłam do
wniosku, że skoro film jest taki dobry, to coś, na podstawie czego powstał, też
musi być świetne. Kiedyś myślałam, że moja babcia ma tę książkę – miała tytuł
„Jeździec bez głowy”. Niestety, było to coś zupełnie innego, o jakimś
Meksykaninie, który stracił głowę, a jego koń kręcił się po okolicy ze
zwłokami. Chyba, średnio pamiętam. Potem małymi kroczkami odkryłam, że film
jest na podstawie opowiadania Washingtona Irvinga, że mogę je znaleźć w
bibliotece no i wreszcie do tej biblioteki poszłam i wypożyczyłam zbiorek
opowiadań zawierający „Legendę o Sennej Kotlinie”.
Na tym blogu znajdziesz recenzje książek,
które przeczytałam, filmów, może nawet gier
- produktów, które sprawiają mi przyjemność
w wolnym czasie! Nie spodziewaj się jednak
"mądrych" i modnych książek. Co przeczytam,
o tym napiszę, a czytam głównie fantastykę.
Oczywiście inne gatunki też się pojawią.
Ostrzegam, że mogę spoilerować!
Ale postaram się to wcześniej zaznaczyć ;)
cóż więcej...? Miłego czytania!
piątek, 2 września 2016
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Kobieta w bieli
Postanowiłam przeczytać tę książkę ponad rok temu, kiedy
skończyłam „Siarkę”. Chciałam zobaczyć, co zainspirowało Prestona i Childa.
Niestety „Kobieta w bieli” była dostępna tylko w jednej z okolicznych
bibliotek, w dodatku w tej, której nigdy nie mam po drodze. Dlatego najpierw
sięgnęłam po „Kamień księżycowy”, żeby w ogóle zapoznać się z Collinsem. Nie
zrobił na mnie wielkiego wrażenia, więc parcie się zmniejszyło. Ale od roku
pierwszą stroną, która mi się wyświetla, jak wchodzę na lubimyczytac.pl jest
strona „Kobiety w bieli”. Ciągle o sobie przypominała i wisiała nade mną. Teraz
już nigdzie nie jest mi po drodze, a na spacery z dzieckiem chodzimy w różne
strony, zwykle bez żadnego konkretnego celu. Dlatego wreszcie wybrałam się do
biblioteki po upragnioną „Kobietę w bieli”, żeby zaspokoić swoją ciekawość.
wtorek, 26 lipca 2016
Arsen Lupin. Zbrodnia w zamku, Tajemnica królowej
Jakiś czas temu zaczęłam tworzyć sobie listę książek, które
wypada przeczytać. Piszę, że zaczęłam, bo wciąż ją tworzę i dopisuję kolejne
pozycje, jak na coś wpadnę. Uznałam, że twórczość Maurice’a Leblanca należy
znać tak, jak opowieści o Sherlocku Holmesie. W końcu od dzieciństwa słyszałam
o Arsenie Lupinie, pamiętam, że były jakieś bajki i w ogóle jest to postać z
tych, które „wszyscy znają”. A chyba niewielu czytało. Dlatego ja postanowiłam
to nadrobić i przeczytać coś o tym najsłynniejszym włamywaczu-dżentelmenie.
poniedziałek, 18 lipca 2016
Clariel
Dawno temu, jak jeszcze istniało grono (kto jest tak stary
jak ja i jeszcze je pamięta?), wpadłam przypadkiem na postać Moggeta.
Postanowilam zobazyc, z jakiej to książki i ją przeczytać. Okazało się że kot
pochodzi z trylogii „Sabriel: „Lirael” „Abhorsen” wypożyczyłam i przeczytałam
je wtedy, a w zeszłym roku udało mi się nawet kupić wszystkie trzy w okazyjnej
cenie. A potem odkryłam, że Garth Nix napisał prequel i zapragnęłam go posiąść.
Książkę dostałam na Święta i tak sobie stała na półce i czekała aż nabiorę na
nią chęci. A moment ten przyszedł na początku lipca.
poniedziałek, 11 lipca 2016
Pasterska korona
W zeszłym roku po 12. marca starałam się nie wchodzić na
facebooka. Ułatwiła mi to obecność na
IEMie, ale i tak co chwilę widziałam
gdzieś wieści, że Pratchett nie żyje. W tym roku 12. marca spędziłam w
szpitalu, bo poprzedniego dnia o 22.33 urodziłam córkę. Też nie zaglądałam za
dużo na facebooka, ale tym razem dlatego, że miałam słabą baterię w telefonie,
a nie wzięłam ładowarki. Ale i tak jeszcze przez kilka dni pojawiały się posty
wspominające mojego ulubionego autora. No i zapowiedzi jego ostatniej książki „Pasterskiej
korony”. Ostatniego tomu Świata Dysku.
W styczniu albo lutym tego roku przeczytałam pierwszą opinię
o tej książce. Przeczytałam też coś, co uznałam za podły spoiler i zniechęciło
do czytania. No ale jestem uzależniona, kupiłam książkę, jak tylko okazało się,
że nie wygrałam jej w żadnym konkursie. Poleżała chwilę na półce aż skończyłam „Władców
świtu” i dojrzałam do decyzji, że jestem gotowa. I nie spodoba mi się to, co
przeczytam.
poniedziałek, 4 lipca 2016
Władcy świtu
Moja twórczość po ponad roku od zakończenia konkursu (ukłony
dla dj jajka :D ) została doceniona. Napisałam humorystyczne opowiadanie
science fiction (link). Za science uważam tam, jak zresztą ktoś zauważył w
komentarzach, jednostkę chorobową i podanie, co w mózgu atakuje. Myślę, że
wyszło nieźle, chociaż mogło być lepiej. Pewnie zawsze tak będę mówić, nawet
jeśli dostałabym literacką nagrodę Nobla ;) W każdym razie udało mi się
zaliczyć do grona zwycięzców i otrzymałam pięć książek z serii Horyzonty
Zdarzeń. Postawiłam je na półkę, popatrzyłam na nie… Żadnego autora nie znałam
(tylko ze słyszenia, ale nie czytałam nic), więc wzięłam po prostu pierwszą z
brzegu. No i padło na „Władców świtu” Andrzeja Zimniaka.
poniedziałek, 27 czerwca 2016
Tata w budowie
Książka trafiła do mnie w sumie przez przypadek. Urodziłam
dziecko i w związku z tym w moim życiu sporo się zmieniło. Wiązało się to też z
licznymi problemami, zwłaszcza na początku. I nie mam na myśli tylko zmian
pieluszek, karmienia i innych pielęgnacyjnych spraw. Nie, główny problem był
inny. A że nie miałam z kim o nim pogadać (mąż już powiedział wszystko na ten
temat i powtarzanie tego tylko mnie wkurza, a inni po prostu nie znają tego
problemu), postanowiłam napisać list do foch.pl. List został opublikowany, a ja
dostałam za niego tę właśnie książkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)